Wesprzyj Sybirak.pl

Ci, których dopadał sen, zamarzali. Bolesław Matkowski

Rodzina Matkowskich przebyła długą drogę po syberyjskich łagrach i kołchozach.

Zebrała i opracowała: Helena Urbańczyk

Bolesław Matkowski urodził się 9 lutego 1933 roku we wsi Rusow (gm. Stecowa, pow. śniatyński, dawne woj. stanisławowskie). Jego ojciec Karol długie lata pełnił funkcję zarządcy majątku ziemskiego Bronisława Teodorowicza, matka Petronela (z d. Ilnicka) była z zawodu pedagogiem nauczania początkowego i pełniła stanowisko bony. Kiedy w 1936 roku Karol Matkowski przeszedł na emeryturę, wybudował we wsi Wiśniówka (gm. Kołaczkowce, pow. Kołomyja, dawne woj. stanisławowskie) gospodarstwo. Do pięknego, nowo wybudowanego domu przylegał sad wieloowocowy i żyzne pola uprawne, w sumie 10 hektarów. Karol Matkowski zmarł w roku 1938, pozostawiając dobrze prosperujące gospodarstwo rolne i liczną rodzinę, w skład której wchodziła żona Petronela oraz dzieci: Stanisława (24 lata), Janina (18 lat), Zbigniew (13 lat) i  Roman (10 lat).

17 września 1939 roku na tereny gminy wkroczyły wojska rosyjskie. Mordy na Polakach dokonywane przez zbrojne formacje ukraińskich nacjonalistów skłoniły rodzinę Matkowskich do spędzania nocy w wybudowanych przez ojca piwnicach. Piwnice, położone w pewnej odległości od domu, poza tym, że pełniły funkcje gospodarskie, były przewidziane również na wypadek ewentualnej wojny (posiadały zamaskowane wejścia). Istotnym faktem, który należy zaznaczyć, jest fakt, że Karol Matkowski był  oficerem armii austriackiej w czasie I wojny światowej, a jego synowie z pierwszego małżeństwa – Eugeniusz i Władysław brali udział w wojnie polsko – rosyjskiej i pełnili w latach trzydziestych funkcje lokalnych komendantów policji.

Bolesław Matkowski, fot. Helena Urbańczyk

Jak wspomina Pan Bolesław, jego rodzina uniknęła napadu ze strony ukraińskich formacji przez to, że w położonym niedaleko Gwoźdźcu (pow. Kołomyja) stacjonowała silna jednostka wojskowa. Tam również urządzić mieli Rosjanie pokazową egzekucję na ukraińskich partyzantach, którzy parę dni wcześniej dokonali napaści na polskie gospodarstwo.

Przeszłość oficerska Karola Matkowskiego i jego najstarszych synów, a także dobrze utrzymane gospodarstwo, miało być powodem, dla którego 10 lutego 1940 roku rodzina została aresztowana i wywieziona do syberyjskiego łagru.

Najście NKWD wiąże się z przeżyciem, które odcisnęło się mocno w pamięci małego wówczas Bolesława. Chłopiec, chcąc wrócić po nakręcany czołg otrzymany dzień wcześniej na siódme urodziny, został dotkliwie pobity przez Ukraińca, który towarzyszył żołnierzom rosyjskim.

Dokumenty dotyczące okresu deportacji.

Matkowscy zostali przewiezieni na stację kolejową w Gwoźdźcu (pow. Kołomyja), a następnie przesadzeni do wagonów towarowych i zesłani do łagru w Obuszkach (rej. Tobolsk). Droga do łagru, która odbyła się w pierwszej kolejności ciężarówkami, a później saniami konnymi była bardzo ciężka ze względu na niskie temperatury (ponad 40 stopni mrozu). Ci Polacy, którzy nie pozwalali na sen sobie i swoim dzieciom, przeżywali dzięki nieustannemu poruszaniu kolejnymi częściami ciała. Inni, których dopadł sen, zamarzali, a ich zwłoki zrzucane były przez transportujących w śnieg i tam zostawali już na zawsze. Mama Bolesława nieustannie budziła swoje dzieci szturchnięciami, nie zważając na ich płacz i urągania.

Rodzina Matkowskich przebyła długą drogę po syberyjskich łagrach i kołchozach. Po roku 1941, kiedy nastąpiła amnestia, Polacy podejmowali zatrudnienie w tych kołchozach, które usytuowane były bliżej Polski. Ten psychologiczny zabieg przybliżania się do domu choć kilkadziesiąt symbolicznych kilometrów wzmacniał morale. Został jednak po pewnym czasie ukrócony przez radziecką administrację.

Życie na Syberii, tak radykalnie inne od dotychczasowego. wiązało się z koniecznością poznawania nowych sposobów „bycia w świecie”. Tajga, jako spiżarnia uzupełniająca skromne racje żywnościowe, obfitowała w okresie wiosenno-letnim w owoce i grzyby, w zimowym natomiast dawała możliwość polowania na małe zwierzęta. Obcowanie z dziką przyrodą wymagało jednak zachowywania podstawowych zasad bezpieczeństwa, które pewnej zimy zlekceważył mały Bolesław. Udawszy się do lasu po grzyby, zagubił się w lesie, w którym przyszło mu spędzić całe dziesięć dni. Nocując w koronie drzew, przypięty paskiem do pnia, w dzień żywił się leśnymi owocami. Wyczerpany i przerażony wydostał się w końcu, natrafiając na tatarski chutor. Przełamując strach płynący z opowieści kołchozowych, mówiący o tym jakoby Tatarzy mieli zjadać dzieci, skierował swe kroki w stronę jurt, gdzie został ciepło przyjęty. Nakarmionego i wypoczętego chłopca odwieźli miejscowi Tatarzy do kołchozu, gdzie czekała przestraszona matka. Jak się  okazało, chłopiec oddalił się od miejsca zamieszkania aż o 40 kilometrów.

Kolejnymi miejscami, w których znaleźli się Matkowscy, były Nowodorożna, Pinia, Martkowa, Sokołówka, Martiaszewo i Dołbiłowa, po której Bolesław wraz z matką i rodzeństwem, w roku 1944 trafił do Onufrejewki. Warunki życia na Ukrainie znacznie się polepszyły. Żyzna ziemia i łagodniejszy klimat nie zmuszały już do tak dramatycznej walki o życie, natomiast możliwość uczęszczania do szkół radzieckich i powstanie koła Związku Patriotów Polskich w ZSRR dało nadzieję na szybki powrót do kraju. Ten jednak nastąpił dopiero w 1946 roku. 13 marca Bolesław Matkowski wraz z rodziną przekroczył granicę w Brześciu.

Realia powojenne były czasem swoistego „wracania do życia”. Intensywna edukacja, którą podjął Bolesław z pomocą matki, otworzyła mu po dłuższym czasie drogę do podjęcia edukacji w Szkole Przysposobienia Przemysłowego (Mikulczyce) i ostatecznie umożliwiła na związanie się z mundurem wojskowym. Bolesław Matkowski ukończył szkołę oficerską, ażeby ostatecznie pełnić służbę w stopniu podpułkownika. Odznaczony Orderem Odrodzenia Polski dziś jest na emeryturze.

Pan Bolesław Matkowski z małżonką

W swoich opowieściach o życiu Bolesław Matkowski niezwykle mocno kładzie akcent na sferę rodzinną i osobę żony Anny Danuty z d. Ptak, z którą się ożenił w lipcu 1955 roku. Miłość do żony i jej poświęcenie dla męża, a także syna Ryszarda i wnuka Grzegorza jest, jak mówi pan Bolesław, najważniejszym w jego życiu doświadczeniem, o którym wciąż opowiada z ogromnym wzruszeniem. Wspólne, niespełna sześćdziesięcioletnie, niezwykle zgodne pożycie pani Anny i pana Bolesława zakończyła w roku 2014 śmierć żony.

Udostępnij