Wesprzyj Sybirak.pl

Dzieci polowały na suśliki. Mieczysław Brekier

Helena Urbańczyk

Przyczyną decyzji władz radzieckich o deportacji rodziny Brekierów był udział Bronisława (ojca) w wojnie polsko-bolszewickiej u boku Józefa Piłsudskiego, a następnie działalność w Związku Strzeleckim. Bronisław Brekier został aresztowany 5 października 1939 roku, a następnie wywieziony na Syberię, w okolice miasteczka Salikańsk (obw. permski), gdzie pracował w kopalni i ostatecznie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w roku 1941. Mieczysław Brekier zaś – jako dziewięcioletni chłopiec – wraz z matką oraz siostrą wywieziony został z miejscowości Skidel w noc z 12 na 13 kwietnia 1940 roku.

Mieczysław Brekier za biurkiem
Mieczysław Brekier za biurkiem

Deportacja matki i dwójki dzieci przebiegały w atmosferze zaskoczenia. Matka, obudzona w środku nocy łomotem dudniących o drzwi kolb karabinów, została poinformowana przez oficera sowieckiego o podejrzeniu, jakoby w domu Brekierów znajdowała się broń. Atmosfera najścia pięciu umundurowanych żołnierzy naznaczyła się ostro w pamięci dziecka, którym był wówczas Mieczysław Brekier, tym bardziej, że osadzone na karabinach bagnety i otwarta kabura pistoletu oficera nie pozostawiały miejsca na zbędne pytania i krzątaninę. Jak dramatyczne były sąsiedzkie wybory ówczesnych mieszkańców Kresów, podkreśla udział w aresztowaniu bliskiego sąsiada, którego zadaniem była identyfikacja rodziny Brekierów w obecności oficera. Ukrywający się za mundurowymi jak cień, unikał pytającego wzroku dzieci i przerażonej matki.

Mieczysław wraz z matką i siostrą dotarł wozem na stację kolejową, gdzie w wagonie towarowym, do którego został przydzielony, spotkał swoją nauczycielkę polskiego. Siedząca w kącie przestraszona kobieta poprzedniego dnia zadała mu nigdy już nieocenioną pracę domową. Pociąg stał na stacji jeszcze dwa dni, w trakcie których dowożono kolejnych deportowanych, po dwóch dniach podano też aresztowanym pierwszy raz ciepłą zupę, po czym transport ruszył. Wagon, wyposażony w prycze i znajdujący się na podłodze otwór, co dwa dni zatrzymywał się, aby więźniowie mogli na stacji nabrać do wiader kipiatok (gorącą wodę), a wreszcie po trzech tygodniach uciążliwej podróży dojechał na miejsce przeznaczenia – do miejscowości Mamlutka (?) w pobliżu Pietropawłowska. Spragnieni wody więźniowie po opuszczeniu wagonu udali się w stronę pobliskiego jeziora. Atmosferę ogólnej dezorientacji wykorzystywali skrzętnie miejscowi opryszkowie, rabujący tych, którzy mieli przy sobie cenniejsze przedmioty. Rodzina Brekierów, utrzymująca się dotychczas jedynie z rzemieślniczej pensji ojca Bronisława Brekiera, będącego ślusarzem, takowych nie miała…

Kolejnym etapem podróży była jazda ciężarówką. Deportowani po przeprawie promowej osadzeni zostali nad rzeką Burug (?) w miejscowości Sokołówka. Z nakazu władz przyjezdni przydzielani byli na okres trzech dni do poszczególnych domostw. Ponieważ gospodyni, do której trafiła trzyosobowa rodzina Brekierów mieszkała samotnie i była wdową, a przybyłe dzieci były w wieku nie sprawiającym kłopotów, między współlokatorami nawiązała się nić współpracy, która zadecydowała o tym, że Mieczysław z matką i siostrą zostali przy rosyjskiej gospodyni na dłużej.

Zamieszkująca Sokołówkę miejscowa ludność, początkowo nieufna na skutek radzieckiej propagandy jakoby wszyscy przyjezdni Polacy mieli być „kapitalistami” i „obszarnikami”, z czasem obdarzała przybyłych zaufaniem. Ponieważ w początkowym okresie Polacy nie mieli możliwości podjęcia pracy, a tym samym doświadczali chronicznego głodu, zaczęli budzić również litość autochtonów, co szybko doprowadziło do nawiązywania relacji bezgotówkowej wymiany pomiędzy przybyłymi a miejscowymi Rosjanami.

Sytuacja odmieniła się na skutek wybuchu wojny pomiędzy Niemcami a Związkiem Radzieckim w roku 1941. Jako sojusznik polityczny Polacy dostali możliwość podjęcia pracy w kołchozie, za którą płacono pożywieniem. Życie codzienne Brekierów, podobnie jak wszystkich przybyłych oraz miejscowych toczyło się wokół strategii przetrwania. Rzeczywistość syberyjską deportowanych najlepiej odzwierciedlają sformułowane w tamtych ciężkich czasach pytania pana Brekiera: „Człowiek marzył o niczym innym… Czy ja w życiu jeszcze kiedykolwiek będę mógł się najeść? Żebym nie był głodny i żeby nie było mi zimno?”. Praca nie wystarczała, ażeby wystarczająco zaspokoić głód swój i dzieci, dlatego pani Brekier, podobnie jak wiele innych kobiet, wypracowała własne metody zdobywania pożywienia, czemu sprzyjała między innymi praca przy przewracaniu zboża w okresie zimowym. Do wszytych wewnętrznych kieszeni w spódnicy podczas pracy pani Brekier zsypywała po kilka garści ziarna, aby nakarmić dzieci. W drodze do pracy, jak wspomina żartobliwie jej syn, była chuda, a kiedy wracała, sprawiała wrażenie, jak gdyby cudownym sposobem nabierała kilogramów. Po przyjściu do domu stawała na środku izby, wywracała spódnicę, z której zakamarków wysypywały się ziarna i które wspólnie zbierano. Latem całodniowe prace polowe w kołchozie wieńczone były zapłatą w postaci miski zupy i porcji chleba, który matka przynosiła Mieczysławowi i jego siostrze do domu.

Dzieci, inspirowane przez ludność lokalną, zajmowały się polowaniem na suśliki. Te niewielkie zwierzęta, w okresie jesiennym obrastające w tkankę tłuszczową, były istotnym składnikiem cennych kalorii przed złowrogą zimą. Suśliki łowiono na specjalne wnyki, które były bardzo cennym narzędziem, a które pożyczali Polakom miejscowi Rosjanie.

Budującymi fragmentami snutych opowieści syberyjskich są te właśnie, które ukazują, jak w obliczu ekstremalnych realiów życia ludzie, niezależnie od narodowości i uwarunkowań politycznych, potrafili się wspierać. Mieczysław Brekier, wspominając zesłanie, przywołał nauczyciela, który przejęty zdolnościami polskiego chłopca ofiarował mu w zimie walonki, ażeby ten nie opuszczał dni nauki szkolnej. Ponieważ pierwszeństwo w noszeniu butów w domu miała z oczywistych powodów osoba pracująca, a więc przede wszystkim mama, mały Mieczysław zmuszony był w zimie pozostawać w domu. Niezależnie od tego otrzymał na zakończenie szkolnej nauki w rosyjskiej szkole dyplom za wybitne osiągnięcia.

Zaświadczenie Marii

Zesłanie zakończyło się dla rodziny Brekierów w maju 1946 roku, kiedy to po okresie długiego oczekiwania na transport Mieczysław wraz z matką i siostrą szczęśliwie znaleźli się w wagonie, który choć nie zawiózł ich do rodzinnego Skidla, zwrócił im wolność w ojczyźnie, gdzie przyszło im na nowo budować poczucie godności. Mieczysław Brekier znalazł się w Sanoku w ramach odbywanej służby wojskowej i tam założył rodzinę. Dziś jest prezesem sanockiego Oddziału Związku Sybiraków.

Pamiątkowa tablica
Mieczysław Brekier
Udostępnij