Wesprzyj Sybirak.pl

O chłopcu spod wagonu Stefanie Piechowskim opowiada Jan Truszkowski

Chłopiec spod wagonu

W 1946 roku wszyscy Polacy do kraju wracali, jedynie nam wracać wciąż Rosjanie wzbraniali. Zostać na miejscu i umrzeć w niewoli, spróbujmy uciekać, jeśli Bóg pozwoli. Po wyjeździe wszystkich Polaków postanowiliśmy uciekać. Niezwykle trudna decyzja to była, bo nikomu ona się nie poszczęściła. Bez dokumentów uciekinier złapany, zawsze był rozstrzeliwany. 5000 km przejechać nielegalnie, czy to się uda, tęgo nikt nie zgadnie. Dzięki dwóm Mateńkom mnie do Brześcia dojechać się udało. Tu zgubiłem się z siostrą i moją mamą. Chodzę między ludźmi, ja mały chłopak – Polak bezdomny. Wtem na bocznicę kolejową wjechał towarowy pociąg z polskimi zesłańcami, którzy po sześciu latach do kraju wracali, oni mi schronienie i upragniony nocleg dali. Napoili, nakarmili i całą moja rodzinę przytulili. W Brześciu trzeba było przygotować polski pociąg na węższe polskie tory. Trwało to kilka dni. W wagonie, gdzie rodzina kuzynów Dobrzyckich była, ona nas z chęcią do siebie przytuliła. Tu czuliśmy się bezpiecznie.

Uciekinier z Kazachstanu

W Kazachstanie było dużo polskich zesłańców, wśród których była liczna rodzina z Białegostoku.  Po kilku latach ich matka tam zmarła. Liczną gromadką dzieci opiekował się ojciec, który dwoił się i troił, by wyżywić liczną rodzinę. Pewnego razu po pracy żołnierz robiący rewizję każdego robotnika u ojca doszukał się 1 kg pszenicy. Z miejsca został aresztowany, zaraz pod sąd oddany. A był taki paragraf, że za każdy kilogram skradzionego zboża winowajca dostawał rok więzienia. Kara niewielka – tylko rok, ale co z dziećmi? Ojciec w więzieniu, dzieci zostały bez opieki. Zostały zabrane do domu dziecka. Gdy Polacy do kraju wracali, te dzieci w Rosji zostały.

Powrót Polaków do kraju

Po sześciu latach zesłańczej wędrówki pozwolono Polakom wracać do kraju. Gdy Polacy furmankami jechali na staję kolejową, najstarszy z piątki polskich dzieci uciekło z domu dziecka, dopędził furman, wskoczył na furę i razem z Polakami dojechał do stacji. Tam zaopiekowała się nim liczna rodzina Dobrzyckich, w której było wiele dorosłych osób, a więc miał tam dobrą opiekę. Najstarsza Apolonia dzierżyła prym w tej rodzinie. Ona nim się zaopiekowała, podczas prawie miesięcznej podroży. Nie tylko chodziło tu o wyżywienie, którego wszystkim brakowało, ale i o ubranie. Przy wsparciu innych pasażerów Dobrzyccy jemu to zapewnili.  

Na bocznicy kolejkowej w Brześciu w wagonie Dobrzyckich z tym chłopcem spotkali się. Wspólna niedola i to samo pragnienie mnie z tym chłopcem zbliżyło, nawet myśmy się zaprzyjaźnili, wpłynęła na to podobna dola i ten sam cel – Polska.  

Przekroczenie granicy

Powstał największy problem, jak przewieźć chłopca przez granicę?

Witek z Jurkiem Dobrzyccy obejrzeli dokładnie miejsce pod wagonem, nad osią wagonu, tam przygotowali miejsce do zaczepienia pasków, na których można będzie podwiązać chłopca. Tuż przed wyjazdem pociągu na granicę, chłopiec został podwieszony na trzech wojskowych pasach wymoszczonych kufajką. Ponieważ był podwieszony nad osią wagonu, koła zasłaniały podwieszonego chłopca. W wagonach kontrola przebiegła sprawnie i pociąg przetoczył się na Polskie tereny. Gdy pociąg zatrzymał się na polskiej ziemi, ludzie masowo wyleźli, klękali i całowali polską ziemię. Był to widok niezwykle wzruszający, który dziś wyciska mi łzy. W tym rozgardiaszu spotkałem kolegę uciekiniera, rzuciliśmy się sobie w objęcia i nie było słów, tylko mocne gorące uściski i łzy, łzy radości.

Na bocznicy kolejowej w Białymstoku

Pociąg zatrzymał się na bocznicy kolejek w Białymstoku. Wiele osób rozeszło się. Większość jednak czekała na jakieś połączenie do swoich miejscowości.  Trwało to dość długo. Wtem podchodzi kobieta z dzieckiem i szuka Poli, obok której my siedzimy. Gdy podeszła do niej Pola, kobieta bardzo jej dziękuje za opiekę nad jej siostrzeńcem podczas podróży i wręcza jej zawinięty w gazetę kawałek słoniny, o którą usilnie prosił jej siostrzeniec, by w ten sposób podziękować Poli za opiekę podczas długiej podróży i za fakt umożliwienia jego przejazdu przez granicę. Bardzo wzruszające było to spotkanie i podziękowanie. Gdy piszę o tym, łzy wzruszenia przeszkadzają mi o tym pisać. Zdaniem tego chłopca ten kawałek słoniny stanowił największą wartość, na jaką zasłużyła ciocia Pola, bo tak on nazywał p. Dobrzycką, która w czasie jego ucieczki zastąpiła jemu matkę i najcenniejszą opiekunkę w bardzo długiej, niebezpiecznej i jak się okazało udanej podróży, czyli – ucieczki z sowieckiego raju.

Poszukiwanie tego chłopca

Z wykształcenia ścisłemu – trudno było zabrać się do opisywania swoich wojennych przeżyć. Opisałem jedynie „Ucieczkę z Syberii”. Gdy przeczytał to zaprzyjaźniony prof. UMC z Lublina Jacek Brzeziński, wprost zmusił mnie do opisania całej mojej syberyjskiej historii. Napisałem książkę „Wstawaj, na Sybir nas wywożą”, w której opisałem tego chłopca spod wagonu, nie podając jego nazwiska, bo zapomniałem.

Jan Truszkowski przy komputerze (2018)

Tym pociągiem z Kazachstanu wracał Marian Jonkajtys (twórca hymnu Sybiraków), razem ze stryjecznym bratem, również Marianem. Nawiązałem telefoniczny kontakt z Jonkatysem z Wszawy, który przysłał mi swój tomik wierszy. Tam znalazłem wiersz o chłopcu spod wagonu. Gdy zadzwoniłem do Mariana z pytaniem o imię tego chłopca, on odpowiedział: „Janku, tak jak ty zapomniałem jego imienia”.

Gdy moja żona doznała ciężkiego udaru mózgu, po 11 latach leżenia zmarła, na pogrzeb przyjechał, jego stryjeczny brat Marian ze Szczuczyna. Po pogrzebie, u mnie w domu, przy herbatce zapytałem gościa o imię tego chłopca, gość bez namysłu odpowiedział – Stefan Piechowski, dziś z rodziną mieszka w Białymstoku. On sprowadził z Syberii resztę swojego rodzeństwa. Przez rok na Syberii mieszkałem z nim w jednej ziemiance.

Na drugi dzień zadzwoniłem do Stefana, podniosła słuchawkę kobieta:

– Czy mogę prosić Stefana?

– Nie – i długa chwila milczenia. Za chwilę płaczącym głosem mówi kobieta: –

W roku ubiegłym mąż zmarł. Jaki on byłby szczęśliwy, że ktoś potwierdziłby fakt jego ucieczki z Syberii, bo ludzie nie wierzyli, że było to możliwe do zrealizowania.

Do napisania tych wspomnień skłoniło mnie dzisiejsze spotkanie w szkole w Czerwonem, gdzie młodzież w pięknym programie przedstawiła obrazki przypominające tamte czasy, nasze-moje przeżycia.

Kolno, 13.01.2018 (-) J.T.

Pisałem, płakałem, od nowa to wszystko przeżywałem, bo były to moje, nasze dramatyczne przeżycia. Przeżycia na krawędzi śmierci i życia.

*

Piechowski Stefan

Jego ojciec był kierownikiem pociągu, powiedział coś, co nie podobało się Rosjanom, za co został aresztowany i znalazł się w więzieniu na Syberii.  Następnie jego żonę i czwórkę dzieci dnia 13.04.1940 r. wywieziono do Kazachstanu, razem z rodziną Szkodzińskich ze Szczuczyna.

Marian Jonkajtys razem ze Stefanem Piechowskim zbierali kiziaki (suchy nawóz) do palenia w piecu.

Ojciec Stefana, będąc na Syberii, nawiązał kontakt z siostrą mieszkającą w Krynkach koło Białegostoku, od której dostał adres  Jonkajtysów w Kazachstanie. Gdy został podpisany układ Sikorski–Majski 30.08.1941 r.  o przywróceniu stosunków dyplomatycznych Polski ze Związkiem Radzieckim i wzajemnej pomocy w wojnie przeciwko Niemcom. Piechowski został wypuszczony z więzienia. Natychmiast udał się do Siewienego i odszukał Jonkajtysów, w ten sposób odszukał swoją rodzinę, został zatrudniony w tym sowchozie.  

Najmłodszy jego syn ukradł kilogram pszenicy, za co dostał rok więzienia, a że było to państwo praworządne, gdzie dzieci nie mogą siedzieć w wiezieniu, wyrok odsiedzieć musiał ojciec. Dzieci znalazły się w domu dziecka. Gdy w 1946 r. Polacy wracali już do Polski, Stefan uciekł z domu dziecka, dołączył do Polaków i tak przez miesiąc jechał do wymarzonej Polski. Najczęściej przebywał w wagonie, gdzie była liczna rodzin Dobrzyckich.

Tuż przed granicą Witek z Jurkiem Dobrzyccy podwiesili Stefana pod wagonem na trzech wojskowych pasach wymoszczonych kufajką, nad osią wagonu, żeby koła zasłaniały go, i po kilku godzinach jazdy, Stefana odczepiono już na Polskiej stronie.

W Brześciu, podczas kilku dniowej przerwy, w czasie zmiany pociągów z szerokich rosyjskich torów na węższe tory polskie, ja z tym chłopcem zaprzyjaźniłem się, bo zbliżyły nas wspólna niedola i ten sam cel–Polska. Koszmar, jaki przeżyliśmy. Nie pojmie osoba, która nie przeżyła podobnych zdarzeń, zdarzeń na krawędzi śmieci i życia, bo tylko tak można nazwać naszą syberyjską ucieczkę, gdzie chyba tylko siła wyższa wspierała nas w tych dążeniach.

Gdy przyjechaliśmy do Białegostoku, Stefan gdzieś znikł, jednak po dość długim czasie wrócił ze swoją ciotką, która przyniosła zawinięty w gazecie kawałek słoniny (może 20 na 20 cm) i wręczyła go Poli, jako dowód wdzięczności za opiekę nad jej siostrzeńcem w czasie podroży.  Pola natychmiast pokroiła cały kawałek słoniny i wszystkich Sybiraków poczęstowała, bo wszyscy pomagali Stefanowi, wszyscy dzielili się z nim swoimi skromnymi zapasami jedzenia, a więc to podziękowanie jest dla wszystkich. Cały prezent pokroiła i rozdała Sybirakom, którzy jeszcze nie zdążyli się rozjechać.

Dziękujemy panu Janowi Truszkowskiemu.

Udostępnij