Wesprzyj Sybirak.pl

Poznali się na Syberii i trzy razy ślub brali. Stanisława Miklusz z d. Kurzelewska

Z rozmowy ze Stanisławą Miklusz z d. Kurzelewską, zebrała i opracowała Krystyna Jarosz

Moja mama Adela Buławajte wywodzi się z litewskiej rodziny. Została zgarnięta w 1946 roku z ulicy w Druskiennikach z torebką i tak, jak stała, pojechała na Syberię. Rodzina taty Romana Kurzelewskiego to Polacy. On ze swoją mamą Stanisławą i trzema siostrami został również wywieziony z Duskiennik, bo brat taty rowerem uciekł do Polski w 1946 roku. Na Syberii rodzice się poznali i tam wzięli ślub cywilny. Urodziłam się 6 października 1952 roku na Syberii w miejscowości Kazanowka, rejon Beregczul, Krasnojarski Kraj, ZSRR.

Mój tato pracował w tajdze na „stalińcu”, a mama mierzyła drzewo w lesie. Najprawdopodobniej taty rodzina została osiedlona w miejscowości Tanzibej. Później tato jeździł dostawczym samochodem.

Na Syberii moja najbliższa rodzina składała się z rodziców, babci Stanisławy, trzech cioć i starszego ciotecznego brata Piotra Kurzelewskiego. Rodzice zamieszkali w Kazanowce, gdzie ja się urodziłam. Mama opowiadała, że przez rok czasu nie zdejmowała mi czapki, gdyż było tak zimno i bała się, że się rozchoruję.

Adela z d. Buławajte i Roman Kurzelewscy z córką Stanisławą. Kazanowka, rejon Beregczul, Krasnojarski Kraj, wiosna 1953 r.

W chacie jednoizbowej, w której mieszkaliśmy, zamarzała woda. Pamiętam z tamtych lat zimę, śnieg, lata tylko trzy miesiące, a wykopywane we wrześniu ziemniaki były wybierane z zamarzniętej ziemi. Był w domu duży pies, który się wabił Mopsik i pod oknem stała skrzynia, na którą właziłam, by wyglądać przez oszronione okno. Nasz dom wybudowany był na wysokim wzniesieniu. Była tam też wielka góra. I pamiętam jeszcze dwoje starszych ludzi, którzy się mną opiekowali. Rodzice w domu porozumiewali się w języku litewskim i ja jako małe dziecko nauczyłam się i mówiłam po litewsku. Dopiero po przyjeździe do Polski moja mama zaczęła się uczyć mówić i pisać po polsku, podobnie jak ja.

W 1956 roku w grudniu na sylwestra przyjechaliśmy do Giżycka i z tego miejsca zapamiętałam zabawę z dziećmi. Nie miałam na Syberii kontaktu z rówieśnikami, tylko kontakt z rok starszym bratem ciotecznym.

Wracaliśmy transportem z wojskiem ponad dwa miesiące. W przedziale byli rodzice, nie pamiętam innych ludzi, przychodził do nas lekarz wojskowy, gdyż chorowałam z bratem na koklusz.

Rodzice nie rozmawiali o Syberii. Myślę, że było im tam ciężko, nie bardzo mama chciała opowiadać.

Tatę po przyjeździe do Polski nazywali Wańka, choć na imię miał Roman. Mama, jak się okazało, że można uzyskać dodatek kombatancki, to starała się o obywatelstwo polskie. Ale to trwało i w sumie go nie dostała. Dopiero po śmierci taty dostała jego świadczenie. Ja mam zaliczone cztery lata i sześć miesięcy pobytu na Syberii.

Po przyjeździe do Polski nasi rodzice utrzymywali kontakt ze znajomymi z Syberii. Odwiedzali z nami państwa Malewskich w Olsztynie i rodzinę pana Wiaczkisa z Upałt za Giżyckiem. Państwo Wiaczkis byli również na moim weselu w 1972 roku w Węgorzewie.

Wujek Henryk Kurzelewski, taty brat wraz z żoną Litwinką, którą poznał na Syberii, po kilku latach pobytu w Polsce wyjechał z nią na Litwę, do Druskiennik.

Zamieszkaliśmy w Węgorzewie na ul. Rejmonta, w budynku wielorodzinnym. Rodzicom proponowano dom jednorodzinny, ale się obawiali, że im go ktoś zabierze. 5 lutego 1957 roku rodzice wzięli ślub kościelny – trzeci, jak opowiadała mama. Pierwszy to babcia Stanisława pobłogosławiła im, drugi to urzędowy, a dopiero trzeci kościelny i wówczas ja z bratem zostałam ochrzczona.

Jako dorosła osoba chciałam pojechać i zobaczyć swoje miejsce urodzenia, bo to tylko 300 km do Mongolii. Daleko i drogo – nie udało się.

Udostępnij