Wesprzyj Sybirak.pl

Rodzice wpoili nam miłość do Wileńszczyzny. Stanisław Masiul i jego siostra Janina

Z rozmowy ze Stanisławem Masiulem i wspomnień jego siostry Janiny – zebrała i opracowała Krystyna Jarosz.

Wkroczenie Rosjan na Wileńszczyznę to wielka demolka i poszukiwanie „wyzyskiwaczy”. Funkcjonowała wielka propaganda o tym, jak to chłopi są wyzyskiwani, zaprzęgani do pługa do orki, a „pany” z batem ich ciemiężą. Choć wielu ich witało, np. ubierali czerwone opaski, szczególnie Żydzi. W majątku ziemianina Jeleńskiego zrabowano dobra, rozbijano słoiki, dewastowano. Sama rodzina przed 16 września 1939 roku wyjechała. W Podbrzeziu byli Żydzi, mieli sklepy, apteki, a na wsi nie było Żydów. 10 lutego 1940 r. rozpoczęły się pierwsze wywózki, utworzono listy najzamożniejszych i ich wywożono w pierwszej kolejności. Były gotowe listy, podobno utworzone przez Żydów. Przed wojną rodzice ukończyli siedem klas szkoły podstawowej, co na tamte czasy było znaczące.

Rodzice Stanisława Masiula: mama Stanisława i tata Ignacy.

Ignacy Masiul urodził się 17 sierpnia 1915 roku w miejscowości Sprejnie, przeżył 99 lat (zm. 2014 r.). Jego miejsce rodowe to Podbrzezie, zaścianek Sprejnie, gdzie prowadził pracowite życie, gdzie też w podbrzeskim kościele odbył się ślub z piękną dziewczyną z zaścianka Szunele – Stanisławą z domu Rutowicz. Tutaj też urodziło się im dwóch synów: Stanisław (ur. 2 stycznia 1951 r. w Sprejnie, powiat wileńsko-trocki) i starszy brat Henryk (ur. 10 lutego 1947 r. tamże).

2 stycznia 1945 roku Sowieci aresztowany mojego ojca Ignacego Masiula w Wilnie. W tym czasie ogłoszona była przez Sowietów mobilizacja i młodzi Polacy się ukrywali, zgłaszali się np. do brygad budowlanych. Ojciec został osadzony na Łukiszkach, wspominał przesłuchania, karcer. W marcu 1945 roku wywieziono go do Donbasu do kopalni węgla. Tam spotkał między innymi z Wileńszczyzny kuzyna Józefa Jawelskiego i lekarza Marcina Błaszczaka, Henryka Korzeniewskiego i Jana Sobolewskiego, a późniejszych mieszkańców Węgorzewa. Wywieziony został, kiedy były już roztopy, prawdopodobnie w marcu. Rosjanie kazali klęczeć na śniegu na rampie kolejowej w oczekiwaniu na transport.

Ponad pół roku harówki w kopalni węgla im. Woroszyłowa (dziewięć miesięcy) wystarczyło, by stracić zdrowie. Dopiero w listopadzie 1945 roku został zwolniony. Rodzina na dorobku dotrwała do października 1951 roku.

NKWD ponownie aresztuje Ignacego Masiula i cała rodzina zostaje deportowana na Syberię 2.10.1951 roku do: Krasnojarskij Kraj, Suchobuzimski rejon, wieś Dubrowa. Właśnie tutaj w Krasnojarskim Kraju urodziła się siostra Janina w 1955 roku (przeżyła tam 16 miesięcy).

W 1956 roku rodzina uzyskała zwolnienie, wyjechali z trójką dzieci i babcią Heleną do Polski. Wspomnień o Syberii unikali z różnych względów, najbardziej politycznych. W życiorysie pisanym do szkoły średniej pisałem: „Czasowo przebywałem na terytorium Związku Radzieckiego w latach 1951–1956”.

Matka na samo wspomnienie płakała, choć nieraz, gdy się uspokoiła, opowiadała, jak się tam żyło. Rodzeństwo ze strony mamy Janiny Starowiejskiej – Rutowiczowie – z czasem spokrewnili się z Łozowskimi. Zarówno jedni jak i drudzy byli wywiezieni do Krasnojarskiego Kraju. Byli ludźmi zamożnymi, mieli ponad 50 ha ziemi, las, piękny dom.

Dziś w tamtym miejscu zachowała się studnia, której miejscowi użytkują i nazywają studnią Rutowicza.

Stanisława Masiul urodziła się 12 listopada 1923 roku w miejscowości Szunele, zmarła w 2002 roku. Gdy wywieziono rodzinę pana Stanisława, miał dziewięć miesięcy, a brat cztery lata.

Mama pracowała w kołchozie przy krowach. Tata najczęściej woził ropę – olej napędowy do ciągników. Moi rodzice zbudowali sami dom, który był drewnianą przybudówką o powierzchni około 30 m2 ocieploną mchem.  Dwie ściany boczne i jedna szczytowa z dachem o lekkim spadku, na którym babcia suszyła czerwone jagody. W środku mech i deski oraz piec jak na Wileńszczyźnie. W 1955 roku do kołchozu przyjechał fotograf z Kawryginy (większej miejscowości) i była okazja do zrobienia pamiątkowego zdjęcia rodzinnego, jedynego.

Kara za kradzież mleka. Wspomnienie Stanisława Masiula.

Władze Kołchozu „Put Komunizmu” Szestakowskiej Rady Wiejskiej Suchobuzimskiego rejonu Krasnojarskiego Kraju wystawiły potwierdzenie Stanisławie Masiul, córce Ignacego, że była faktycznie członkiem kołchozu, pracowała w charakterze zwykłego kołchoźnika. Stosunek do pracy miała sumienny i rzetelny, potwierdza to pieczątką kołchozu i podpisami przewodniczącego i rachmistrza.

Wśród rzeczy, które pozostały w domu z Syberii, są bilety kolejowe sztuk pięć, list przewozowy nr 433461 z 27 listopada 1956 roku.

Kartę Repatriacyjną otrzymali w Punkcie Repatriacyjnym w Grabowie 1 października 1956 r. i pierwszym miejscem ich zamieszkania był Trygort w powiecie węgorzewskim w województwie olsztyńskim. Dowody osobiste wydano im już w styczniu 1957 roku.

Rodzina Masiulów do Polski wjechała 30 września 1956 roku z trojgiem dzieci. Droga prowadziła przez Warszawę. Tam na Dworcu Wileńskim pierwsze kroki postawiła siostra Janina. Matka opowiadała, że od gromady repatriantów otrzymała duże brawa i słowa „Prawdziwa Polka, ruskiej ziemi nie podeptała”.

Otrzymywaliśmy listy z Syberii. Do taty z Dubrowy przychodziły listy do lat 60.  

Polskie tłumaczenie listu od sąsiada z kołchozu, Kisielowa, do ojca pana Stanisława, czyta Krystyna Jarosz

W roku 1958, na nowym gospodarstwie, w nowej rzeczywistości rodzi się brat Krzysztof, który od 1979 r. prowadzi gospodarstwo rolne.

W 1965 r. rodzi się jeszcze jedno dziecko, siostra Teresa. Jest nas pięcioro rodzeństwa.

Wileńszczyznę wielokrotnie odwiedzała moja siostra Janina Starowieyska, wcześniej była na pogrzebie kuzyna Antoniego Głuchowskiego w Podbrzeziu (w 2010 r.) Czujemy się związani więzami pokoleń.

Siostra wsparła finansowanie porządkowanie dwudziestu grobów na cmentarzu w Podbrzeziu, planuje, aby upamiętnić tych, którzy cierpieli za ojczyznę.

Udostępnij