Wesprzyj Sybirak.pl

Syberia kobiet. Samotność – codzienność – tradycja

Helena Urbańczyk

Rok 1940 dla ponad trzystu tysięcy Rodaków zamieszkujących wschodnie, przygraniczne tereny Rzeczpospolitej był końcem uporządkowanego życia biegnącego utartymi torami tradycji.
W jednym momencie nastąpiło zerwanie znanych i wypracowanych przez lata struktur społecznych zarówno w obrębie rodziny, jak i miejscowości, a zatem sfer do tej pory stanowiących swoiste „centrum” egzystencji. Deportowani zostali nieoczekiwanie pozbawieni dachu nad głową, rozdzieleni z sąsiadami, a często nawet rodzinami. Niezmiernie brutalna rzeczywistość wymogła na nich natychmiastowe przystosowanie się do warunków ekstremalnych. Ekstremalnych zarówno z punktu widzenia prozaicznych czynności, zwyczajnej ludzkiej fizyczności (głód, zimno), jak i psychologicznego. Zdaje się, że czynnik wewnętrzny w dużej mierze decydował również o przetrwaniu. Ci, którzy mieli determinację do życia, „wygrywali” następny dzień. Wypracowując własne metody oswajania nowej rzeczywistości, znajdowali najróżniejsze sposoby zdobywania niezbędnych środków do życia. Nie mniej ważny był również aspekt duchowy egzystencji syberyjskiej, który pozwalał żyć nadzieją na powrót do Ojczyzny. W rozmowach z Sybirakami pada wiele opowieści o pielęgnowaniu pamięci o Polsce oraz tradycjach chrześcijańskich. Wspólne odbywanie modlitw, organizowanie świąt czy wspominanie Ojczyzny podnosiły na duchu i podtrzymywały w nadziei.

Syberia wraz z jej surową tajgą i pracą ponad siły „sprawiedliwie” obchodziła się zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Radziecka, siermiężna zasada Kto nie rabotajet tot nie kuszajet (Kto nie pracuje, ten nie je) zmuszała wszystkich, którzy tylko byli w stanie do pracy ponad siły, zwłaszcza do roku 1941, kiedy to na skutek amnestii spowodowanej układem Sikorski–Majski nastąpiło nieznaczne rozluźnienie w stosunkach władzy radzieckiej wobec Polaków. Możliwość wyboru miejsca zamieszkania i zatrudnienia w ramach wąskiego wachlarza możliwości pozwoliło po wybuchu wojny między Niemcami a ZSRR na stopniowe porządkowanie życia w realiach politycznej zawieruchy.

Pochylając się nad opowieściami syberyjskimi żyjących jeszcze świadków historii, mamy współcześnie do czynienia ze wspomnieniami ludzi, którzy w latach czterdziestych byli dziećmi, albo osobami bardzo młodymi. Z tego też powodu niezwykle wyraźnie, niemal przy każdej okazji rysuje się słuchaczowi bardzo wyraźnie obraz kobiety – matki, siostry, babki. Kobiety, która towarzyszyła dziecku przez cały okres syberyjskiego zesłania, podczas gdy ojciec, brat lub wujek był nieobecny ze względu na pracę, a od pewnego czasu również z powodu mobilizacji wojskowej. Z tego właśnie powodu warto pochylić się nad kobiecym wymiarem zesłania, który zdeterminowany był w wielu momentach sytuacją osamotnienia i oddzielenia od silnej i pomocnej „męskiej ręki”.

Tak jak wspomniałam, pierwszy etap zsyłki syberyjskiej (którego ramy czasowe określam do roku 1941) zmuszał przybyłych zdolnych do pracy do ciężkiej, katorżniczej pracy niezależnie od płci. Te kobiety, które posiadały małe dzieci lub były chore spędzały okres syberyjskiej zimy w otoczeniu baraków – codziennych obowiązków utrudnianych przez kołchozowe realia niedoborów. Presja organizowania żywności przeplatała się z opieką nad małymi dziećmi lub starszymi osobami, a także podejmowania, w miarę możliwości, prac dorywczych (np. przy praniu). Robotnice natomiast zmuszone były do nieznanego dotąd wymiaru pracy, najczęściej przy wyrębie lasu. Surowy klimat i nieznośnie długi czas pracy łamał zdrowie wielu kobiet, które do tej pory pracowały wyłącznie w ramach własnego gospodarstwa rolnego lub wręcz były pracownikami umysłowymi (np. nauczycielkami) nieprzywykłymi do tak dużego obciążenia.

W roku 1941 po nieznacznej poprawie warunków życia zesłańcy, którzy formalnie nie byli już więźniami, stanęli przed alternatywą podejmowania pracy w miarę swoich możliwości. Bywało, że osoba, która wykazała się umiejętnością liczenia zatrudniana była do zajęć związanych z księgowością lub pomiarem. Zwykle jednak zatrudniano się do każdej pracy,  która dawała możliwość dorobienia lub zdobycia pożywienia.

Z chwilą powołania mężczyzn do wojska polskie kobiety stanęły w obliczu samotności w realiach syberyjskich. Pozostawione nierzadko z dużą gromadką dzieci, czasem w ciąży – ze wzmożoną uwagą musiały wykorzystywać nabyte jeszcze w Polsce umiejętności gospodarskie: zdobywanie i gromadzenie żywności, sprawiedliwe racjonowanie jej między członków rodziny, dzielenie obowiązków pośród bliskich, gotowanie, dbałość o ubiór i wreszcie bezpieczeństwo (nierzadko związane z leczeniem bez możliwości zdobycia odpowiedniej pomocy medycznej). Pośród mnogości przytłaczających obowiązków wykonywanych poza godzinami pracy kobiety starały się dbać o ustny przekaz tradycji. Pielęgnowanie pamięci o Polsce realizowało  się w sferze szczegółu. Pilnowanie codziennego rytuału odmawiania pacierza, opowieści o dawnym życiu w ojczyźnie, realizowanie rytuałów religijnych w ramach bardzo ograniczonych możliwości, konkurowało z powszechną rusyfikacją i laicyzacją odbywającą się w ramach zajęć szkolnych i powszechnej organizacji życia. Zadanie matek było tym trudniejsze, im młodsze były jej dzieci. Dla tych, które w roku 1940 były bardzo małe lub urodziły się już na Syberii Polska „mieszkała” wyłącznie w matczynych opowieściach o tym, czym jest chleb, jak wyglądał dom i święta w ojczystej krainie, w jej emocjach, a przede wszystkim w języku i rytuale. Kobieta jako strażniczka tradycji polskiej na Syberii miała szczególną misję, której często udało jej się podołać. Znane są opowieści o sekretnych nabożeństwach i rytuałach rzymskokatolickich, które z racji nieobecności księdza prowadziły właśnie starsze kobiety. Typowo żeńskie czynności wyniesione z rodzinnego domu takie jak szycie, przędzenie czy dzierganie na drutach nie tylko związane było na zsyłce ze sferą organizowania brakującej odzieży, ale również dawało możliwość tajemnego przenoszenia żywności z dala od czujnego oka komendanta kołchozu – na przykład w wewnętrznych kieszeniach spódnic.

W relacjach dotyczących codzienności syberyjskiej rozmówcy nierzadko zwracają uwagę na relacje polskich kobiet z Rosjankami oparte na wymianie handlowej, pomocy, współdzieleniu przestrzeni życiowej itp. Kontakty te były często pozytywne. Rosjanki wszak, podobnie jak Polki, przeżywały okres wojny samotnie, były wdowami lub traciły na froncie dzieci. Ponadto, niezależnie od panującej powszechnie komunistycznej ideologii opartej na założeniach materialistycznych, również stały na straży chrześcijańskich, prawosławnych tradycji, które przekazywały własnym dzieciom.

Sekretne nabożeństwo Polaków w północnym Kazachstanie. Ze zbiorów pani Bronisławy Tratkowskiej

            Poza codziennością na Syberii istnieje również niezmiernie interesująca sfera życia kobiet w Armii Andersa. Te dziewczyny i kobiety, które nie posiadały zobowiązań rodzinnych – były młode lub samotne, decydowały się bowiem na mobilizację w Pomocniczej Służbie Kobiet. Ta kobieca organizacja wojskowa powołana z inicjatywy gen. Władysława Andersa pod koniec 1941 roku pełniła niezwykle istotne zaplecze wojskowe poprzez organizację służby zdrowia, zaplecza logistycznego czy edukacyjnego.

Sfera codzienności kobiet na zesłaniu związana nie tylko z prozaicznymi obowiązkami, ale również z edukacją patriotyczną odegrała niezwykle ważną rolę w akulturacji najmłodszych uczestników deportacji.  Niedoceniana być może ze względu na jej ascetyczny i mało spektakularny wymiar przygotowywała polskie dzieci do życia w Ojczyźnie, oraz pozwalała, jak się zdaje, na zachowanie dyscypliny, a także określenie systemu wartości w dobie chaosu i zawieruchy wojennej, gdzie nic nie mogło być stałe i bezpieczne.

Udostępnij