Wesprzyj Sybirak.pl

Wiedział, że Syberię przeżyli najsilniejsi. Franciszek H. Korzeniewski

Z rozmowy z córką Franciszka Henryka Korzeniewskiego Teresą Czatrowską z d. Korzeniewską

Zebrała i opracowała: Krystyna Jarosz

Mój tato Franciszek Henryk Korzeniewski urodził się 16 października 1922 roku w Duksztach, syn Stanisława i Heleny Żukowskiej – zmarł 17 lutego 2018 r. w Węgorzewie. Ojciec jego, podobnie jak i dziadek, był kowalem i rolnikiem. Tata pracował w gospodarstwie i pomagał dziadkowi w kuźni. Nauka była również ważna – ukończył Publiczną Szkołę Powszechną stopnia III nr 1 im. Marszałka J. Piłsudskiego w Mejszagole.

Franciszek Henryk Korzeniewski, Dukszty, Wileńszczyzna, lata 40. XX w.

Jako jedyny z rodziny, mając niespełna 23 lata, został zgarnięty z ulicy w Wilnie przez NKWD i transportem wywieziony do Donbasu. Jego dane znajdują się w wykazie imiennym transportu z Wilna do Donbasu przekazanych z więzienia wileńskiego na Łukiszkach. Trafił do obozu kontrolno-filtracyjnego nr 240 w miejscowości Stalino, a następnie do podobozu nr 9 (źródło: Indeks Represjonowanych VIII. Uwięzieni w Donbasie i pod Saratowem. Warszawa 1999, s. 20-23).

W łagrze przebywał od 1 lutego 1945 roku do 31 marca 1946 roku. Na Wileńszczyźnie we wsi Dukszty zostali rodzice i dwie siostry, gospodarstwo rolne z domem, stodołą i kuźnią. Cała droga w nieznane to głód i chłód. Warunki straszne, ludzie zamarzali, tylko ciała pozostawiano na stacjach i transport jechał dalej. Trafił do kopalni węgla, przeżył zasypanie. Z tego wypadku pozostało mu wgniecenie w głowie. Bardzo dotkliwe były apele poranne na mrozie. Ludzie chorowali, „po pracy w wózkach kopalnianych byli wywożeni… chłopy jak dęby”. Towarzyszył tej ciężkiej pracy ciągły głód…

Taty szwagier na Wileńszczyźnie został wcielony z poboru do wojska sowieckiego i został ciężko ranny, a następnie zwolniony. Powrócił ranny do rodziny i zaraz zmarł. Osierocił żonę z dwojgiem dzieci.

Wiele razy wyjeżdżał tata na Wileńszczyznę, tam pozostała jego rodzina, kuzynostwo. W jego domostwie na ojcowiźnie zamieszkał Litwin, który nawet na podwórko nie pozwolił wejść.

Syberia odcisnęła na jego organizmie swoje piętno – nie mógł zjeść tak do syta, jadał mało, nie mógł zjeść więcej… Wiedział, że Syberię przeżyli najsilniejsi – to dało mu siły. Uważał, że w Polsce mamy wszystko, co trzeba do życia. Dziwił się, że ludzie nie potrafią sobie radzić, doceniać tego, co mają. Tata miał taki dar i umiejętności, że wszystko potrafił zrobić. Z bratem Edwardem grywali na weselach i zabawach, wujek grał na „guzikówce”, a tata na skrzypcach, był samoukiem.

Franciszek Henryk Korzeniewski z żoną Heleną, Rudziszki, lata 60–70. XX w.

Dziadek Stanisław, widząc, co się dzieje na Wileńszczyźnie, starał się jak najszybciej wyjechać do Polski. Gdy rodzina przyjechała na „Ziemie Odzyskane”, szukali gospodarstwa z kuźnią, gdyż dziadek nie wyobrażał sobie inaczej. Wybrali gospodarstwo w Rudziszkach w powiecie węgorzewskim. Choć jak wspominał tata, bardzo mu się podobało nad jeziorami.

Bardzo długo dziadek Stanisław (pisał do Bieruta) czynił starania, by jego córka, wdowa z dwojgiem dzieci, mogła dołączyć do nich z Wileńszczyzny. Po wielu latach starań pozwolono jej na wyjazd i zamieszkała w Węgorzewie.

O zesłaniu wspominał szczególnie chętnie z kolegami, z którymi wracał w transporcie do Polski. Byli to Sybiracy: Jan Sobolewski, panowie Adamejtis i Masiul, którzy również zamieszkali w powiecie węgorzewskim.

Przyznanie uprawnień kombatanckich, 29 sierpnia 2001 r.
Legitymacja członka Związku Sybiraków (nr 12532)
Potwierdzenie pobytu w obozie kontrolno-filtracyjnym nr 240 w miejscowości Stalino, a następnie w podobozie nr 9 na Syberii

W 2005 r. został odznaczony Krzyżem Zesłańców Sybiru przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Postanowienie z dn. 25 stycznia 2005 r. o odznaczeniu Krzyżem Zesłańców Sybiru dla Franciszka Henryka Korzeniowskiego
Udostępnij