Wesprzyj Sybirak.pl

Z Burakówki na Syberię. Weronika Ramska z d. Jaszczuk

Pan Tadeusz Ramski podzielił się wspomnieniami na temat swojej mamy, Weroniki Ramskiej z d. Jaszczuk.

Pani Weronika przyszła na świat w Burakówce, pow. Zaleszczyki, woj. tarnopolskie 12 lipca 1929 roku, choć była to data tylko urzędowa. Naprawdę urodziła się w 1928 roku.

Burakówka była dużą, liczącą ponad 450 gospodarstw, wsią na Podolu powstałą zapewne w XVII wieku. Położona w powiecie zaleszczyckim na terenie jaru nad rzeką Dżuryn. Stanisław Skrzypnik, do którego tekstu także odsyła nas pan Tadeusz Ramski, pisze, że nazwa wsi mogła pochodzić od borów rosnących kiedyś w okolicy osady. Wspomina on również, że najpierw w Burakówce osiedlali się Ormianie, którzy przemieszczali się na zachód, aby uchronić się od mongolskich hord. Stanisław Skrzypnik był sąsiadem Ramskich i dokładnie opisał wywózkę własnej rodziny w książce „Moje Kresy” Eugeniusza Szewczuka. Ramscy jechali tym samym transportem, co rodzina pana Skrzypnika.

Rodzina pani Weroniki składała się z czterech osób: ojca, mamy, brata i pani Weroniki. Ojciec był rolnikiem i działaczem społecznym, a ponadto cieślą stolarzem. Mama była gospodynią. Pani Weronika wraz z bratem byli uczniami szkoły powszechnej.

10 lutego 1940 rodzinę zabrano na zesłanie. Około 6 rano obudziło ich stukanie i walenie do drzwi. Gdy rodzina dowiedziała się, że czeka ją wywózka, była wręcz sparaliżowana ze strachu. Każdy pakował się w pośpiechu.

Brat nie został wywieziony. Pozostał w Polsce, ukrywał się u rodziny. Później, już jako żołnierz, przeszedł szlak od Lenino do Berlina. Gdy rodzinę zabrano, pozostawiła po sobie wybudowany tuż przed wojną dom, dwie pary koni, krowy, cały inwentarz, maszyny i narzędzia. Zabrali ze sobą prowiant, ubrania, pierzynę, maszynę do szycia marki Singer oraz drobne przedmioty gospodarcze. Nie spotkali się z zakazem zabrania czegokolwiek, jednak było tak niewiele czasu, że zabrali ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Robili to w przerażającym pośpiechu. Nie zabrali nawet wartościowych dokumentów ani zdjęć, ale udało się schować różaniec i książeczkę do nabożeństwa. Książeczka wróciła z panią Weroniką powrotem do Polski (a także wykonane już na Syberii zdjęcia).

Nikt nie wiedział, dokąd trafią. Były najróżniejsze domysły. Jednak im dłużej trwała podróż, tym bardziej Ramscy wiedzieli, że wywożą ich na Syberię.

Gdy przyjechali na miejsce, usłyszeli tylko, że Polski już nie ma i nie będzie. Przydzielono im barak w Kalucze. W baraku było ok. osiemdziesięciu rodzin w zimnie i głodzie. Spotkali tam ok. osiemdziesięciu rodzin, w tym dziesięć rodzin z ich rodzinnej Burakówki, a także inne z różnych stron, głównie z terenu Kresów Wschodnich.

Typowy dzień polegał na pracy. Ojciec pracował w lesie przy wyrębie drzew. Weronika chodziła do szkoły. Modlono się głównie w baraku. Nie było do tego celu żadnego innego miejsca. Głównymi problemami były głód i zbyt ciężka praca. Wielu ludzi umarło z głodu i niedożywienia. Ani pani Weronika, ani jej rodzina nie brała udziału w aktach oporu czy sabotażu. Pani Weronika i jej bliscy najbardziej tęsknili za powrotem do domu.

Na co dzień dokuczały wszystkim wszy i inne insekty. Można było mówić po polsku, ale głównie między sobą. Można było prowadzić korespondencję – Ramscy pisali z bratem, który został w Polsce, a także z rodziną.

Zesłańcy czasami śpiewali piosenki o swoim losie. Jedną z nich jest „Polsko, nasza ziemio ukochana” (tekst poniżej).

Gdy się dowiedzili, że mogą wrócić do Polski, mieszkali w Tajszecie, gdzie dochodziła kolej. 18 marca 1946 roku wyruszył transport do Polski. Ramscy nie wiedzieli, gdzie dokładnie jadą, najważniejsze było dla nich, byleby dojechać w ogóle do Polski.

Z zesłania powróciły wszystkie osoby z rodziny. Wkrótce też brat powrócił z wojny i rodzina była znowu w komplecie.

Po powrocie najtrudniejsze było odnaleźć się od nowa: znaleźć miejsce osiedlenia, zorganizować sobie nowe życie.

Już w Polsce pani Weronika często opowiadała o swoich losach, głównie rodzinie, dzieciom, wnukom, prawnukom.

W 1991 roku pani Weronika powróciła „do swojego źródła”, jak sama to ujmuje. Odwiedziła krewnych oraz miejsce swojego urodzenia i dzieciństwa. Jednak do miejsca zesłania pani Weronika nie chciałaby wrócić: „Nie chcę tego widzieć”.

Co pani Weronika chciałaby przekazać młodemu pokoleniu? Przesłanie: „Szanujcie chleb, dbajcie o pokój na świecie”.

Dziękujemy panu Tadeuszowi Ramskiemu za podzielenie się osobistą historią.

Źródła: Stanisław Skrzypnik [w:] Eugeniusz Szewczuk, Moje Kresy, Brzeg 2016, s. 48.

Udostępnij