Wesprzyj Sybirak.pl

Skoro nas zabierasz, to za nas odpowiadasz. Kazimierz Glazer

Helena Urbańczyk

Opowieść Kazimierza Glazera

Kazimierz Glazer urodził się 27 lutego 1938 roku w Wołczy Dolnej (pow. Dobromil, woj. lwowskie), podobnie jak jego starsza siostra Janina. Ojciec, z zawodu szewc, zajmował się również grą na skrzypcach i kontrabasie w kapeli wiejskiej, a także prowadzeniem małego gospodarstwa razem z żoną Teklą. W nocy 10 lutego 1940 roku rodzina została zmuszona do opuszczenia domostwa w przeciągu dwudziestu pięciu minut i deportowana na Syberię.

Janina i Kazimierz. Zdjęcia syberyjskie.

Okoliczności opuszczenia domu wiążą się we wspomnieniach pana Kazimierza z charyzmatyczną postawą matki, która oświadczyła, że przed wyjazdem musi wydoić krowę, żeby dzieci mogły posilić się w czasie podróży. Domyślając się, że żołnierz może się na to nie zgodzić, a także korzystając z okazji, że dwóch pozostałych mundurowych rozeszło się, zamknęła strażnika  w sławojce na czas dojenia. Po wypuszczeniu wściekły żołnierz zagroził, że wystrzela całą rodzinę. Odpowiedź pani Tekli, przytoczona przez syna Kazimierza, świadczy o zimnej krwi kobiety: „Nic nie wystrzelasz, bo skoro nas zabierasz, to za nas odpowiadasz”. Przezorność pani Glazer miała także w późniejszym czasie wielokrotnie ocalić życie członków rodziny.

Tekla Glazer, matka pana Kazimierza
Józef Glazer, ojciec pana Kazimierza

W czasie aresztowania zabrano pierzyny, w które owinięte zostały skrzypce gospodarza, wymienione później na Syberii na pożywienie i odzież.

Rodzina Glazerów przewieziona, podobnie jak wiele innych, saniami na stację kolejową, trafiła ostatecznie do pociągu, którym deportowana została do kołochozu Bolszoj Prystań (miejscowość Szypicna) nad rzeką Szysz.

Kołchozowa codzienność dorosłych oraz dzieci polegała przede wszystkim na organizowaniu potrzebnych do życia środków – pożywienia i odzieży. Matka Tekla, pracując przy kuchni, miała możliwość odkładania dla rodziny odpadków, które następnie suszyła i z których robiła zapasy. Ojciec Józef jako szewc był szanowany przez zarząd kołchozu, aż do czasu, kiedy nie wyruszył na front w roku 1943 razem z polskim wojskiem. Razem z innymi ochotnikami dotarł przeprawą promową, rzeką Irtysz do Omska i rozpoczął służbę jako telefonista w I Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki,

Dzieci do 1944 roku pomagały matce przy kuchni, natomiast od roku 1944 Janina zaczęła uczęszczać do szkoły, zabierając ze sobą młodszego brata, nad którym nie miał kto sprawować pieczy w kołchozie. Zasłyszane w tamtym czasie wierszyki rosyjskie pamięta do dzisiaj. Jak wspomina, wielu Polaków na Syberii przetrwało dzięki pomocy ludności lokalnej. On sam wspólnie z siostrą odbywał sporadyczne wizyty w domu nauczyciela, który udostępniał dzieciom książkę do nauki. Przy okazji wizyt mali goście dostawali zawsze talerz ciepłej zupy.

Druga spędzona na zesłaniu zima na przełomie 1941/1942 roku odbiła się w pamięci młodego wówczas Kazimierza ogromnym dramatem związanym ze śmiercią babci (matki ojca – Marii Glazer, urodzonej w 1878 roku). Śmierć babci, poprzedzona długotrwałym zapaleniem płuc, wstrząsnęła dziećmi na tyle, że kolejne noce stawały się udręką. Brak snu i przyjmowania pokarmów niepokoiły rodziców. Jak pisze sam Kazimierz w swoich pamiętnikach: „Jednak gdy kładliśmy się spać, mieliśmy ją przed oczami, a we śnie często zrywaliśmy się i z lękiem opowiadaliśmy, że babcia nas przytulała. Rodzice zaczęli obserwować nasze zachowanie, szczególnie podczas snu, gdy coś ściskaliśmy, rozmawialiśmy czy szukaliśmy czegoś na ścianie. (…)”. Józef i Tekla Glazerowie zdecydowali się w końcu wysłuchać rady miejscowej Rosjanki. Kobieta zasugerowała rodzinie, ażeby przeniosła się do miejscowości położonej po drugiej stronie rzeki, wtedy też „babcia przestanie przychodzić”. Tak też się stało. Od tego momentu rodzina mogła na nowo wdrożyć się w syberyjską codzienność. Babcia natomiast, w przekonaniu pana Kazimierza, stała się „dobrym duchem”, który czuwał do samego końca nad jej bezpieczeństwem.

Również zima 1944/1945 związana była z dramatem rodziny. Wtedy to jedna z sióstr Józefa Glazera – Stanisława Leśniak – skazana została na dwa i pół roku więzienia z powodu zabrania z magazynu kołchozowego okna, które miała zamiar wstawić w miejsce swojego – wybitego. Do tej ryzykownej decyzji popchały ją ogromne, sięgające do -40 stopni mrozy. Dzieci Stanisławy, synowie Janek i  Józek, trafili do rosyjskiej ochronki i odnalezieni zostali przez matkę dopiero po latach za pośrednictwem Czerwonego Krzyża.

Pierwsze słuchy o możliwości powrotu do Polski pchnęły Teklę Glazer do odbycia w czerwcu 1945 roku, wraz z innymi Polakami z kołchozu, trwającej półtora miesiąca podróży do Omska. Konieczność ta zmusiła kobietę do pozostawienia dzieci pod opieką zaprzyjaźnionych Rosjan: „W czasie nieobecności mamy przebywaliśmy u mojego kolegi szkolnego Rosjanina, jego ojciec podpisał zgodę na opiekę nad nami, gdyż dzieci nie mogły być same. (…) Mieszkając u kolegi, zauważyliśmy, że starzy Rosjanie mieli dla nas bardzo dobre serce i dzielili się z nami tym, co sami mieli. Może było to związane z biedą, którą i oni sami przeżywali, tak jak i my” – wspomina w swojej relacji z zesłania pan Glazer.

Stare zaświadczenie Kazimierza Glazera

W maju 1946 roku pan Kazimierz wraz z matką i siostrą ruszyli w podróż powrotną do Polski. Przed głodem uratowały rodzinę worki z zasuszonymi wcześniej przez matkę obierkami i sucharami. Rodzina Glazerów 18 sierpnia 1946 roku dojechała do Drawska Pomorskiego. Wtedy też Tekla Glazer podjęła wysiłek odnalezienia męża z pomocą WKU oraz Czerwonego Krzyża. Józef odnalazł się po dwóch tygodniach, ze względu jednak na sentyment do południowo-wschodnich stron swojego pochodzenia, z całą rodziną wrócił w rodzinne strony (Turaszówka koło Krosna).

Janina Fudała z d. Glazer

Kierowani ciekawością Glazerowie w kilka lat po powrocie z deportacji udali się do Wołczy Dolnej, ażeby odnaleźć dawnych znajomych, członków kapeli, w której grywał ojciec. Po otrzymaniu specjalnej przepustki odbyli wizytę w rodzinnej wsi, gdzie jednak ze względu na eskortę miejscowej milicji bano się z nimi rozmawiać. Kilku znajomych sprzed wojny odnaleźli
w miejscowości Odrzechowa (powiat sanocki).

W latach 1953–1956 Kazimierz Glazer odbył naukę w szkole czeladniczej o profilu kowalsko-ślusarskim w Miejscu Piastowym. Przez cały okres życia zawodowego zajmował się również fachowymi naprawami telewizorów. W latach młodzieńczych był członkiem klubu piłkarskiego „Krosno Zryw”. 

Kazimierz Glazer w czarnej bluzie leży na przedzie, prawdopodobnie jako obrońca. Miejsce Piastowe, internat. Drużyna Zryw Krosno około 1954 roku.

Kazimierz Glazer brał udział w pielgrzymkach rowerowych m.in. do Lwowa i Krakowa. Do dziś (2018), pomimo podeszłego już wieku, niezmiennie porusza się na rowerze.

Kazimierz Glazer na Tarnicy. Droga Krzyżowa w Wielki Piątek. Brak roku wykonania zdjęcia.
Kazimierz Glazer na Tarnicy. Droga Krzyżowa w Wielki Piątek. Brak roku wykonania zdjęcia.
Kazimierz Glazer podczas rowerowej pielgrzymki do Krakowa w 2002 roku.
Kazimierz Glazer podczas rowerowej pielgrzymki do Krakowa w 2002 roku.
Kazimierz Glazer
Kazimierz Glazer
Rowerowa pielgrzymka do Lwowa, kwiecień 2001 roku.
Wycinek prasowy o pielgrzymce rowerowej
Tarnica. Droga Krzyżowa w Wielki Piątek 6 kwietnia 2012 roku.
Kazimierz z siostrą Janiną

Cytaty pochodzą z książki Kazimierza Glazera Droga przez Syberię, Chemigrafia, Krosno 2014.

Udostępnij