Wesprzyj Sybirak.pl

W Kazachstanie został grób mojej mamy

Z rozmowy z Heleną Fajkowską (Sybiraczką) oraz Ewą Misterą (córką)
Zebrała i opracowała: Anna Łuszyńska

Pani Helena Fajkowska z domu Słowikowska urodziła się w Białymstoku w 1931 roku. Rodzina została wywieziona 13 kwietnia 1940 roku.

Od 1935 lub 1936 roku Słowikowscy mieszkali w drewnianym domu przy ul. Mazurskiej 8 w Białymstoku (dzisiaj już nieistniejąca, blisko torów kolejowych, gdzie obecnie znajduje się ul. Poleska). Dom spłonął w pożarze w 1983 roku.

Pani Helena Fajkowska w 2018 roku
autor zdjęcia Anna Łuszyńska

Ojciec Pani Heleny, Julian Słowikowski, budował ten dom z myślą o swoich córkach (powiedział: „(…) a synowie będą musieli tak się dorabiać, jak ja się dorabiałem”). Pani Helena również brała udział w budowie ich wspólnego domu. Wspomina, jak w wieku 5-6 lat nosiła w dziecięcym wiaderku piasekdo zaprawy. Jednak rodzina nie cieszyła się domem zbyt długo: w 1935 lub 1936 roku dom powstał, w 1939 roku wybuchła wojna, zaś w1940 roku wywieziono rodzinę i aresztowano ojca.

Z rodziną mieszkała także rodzona siostra ojca Pani Heleny. Jej matka chrzestna pracowała w jednej z fabryk włókienniczych w Białymstoku. Pani Helena wspomina, że po wejściu sowietów otwarto wszystkie działające wówczas fabryki w Białymstoku, zaś w szkołach wszystkich uczniów cofnięto o jedną klasę. W wyniku tego, Pani Helena dwukrotnie ukończyła I klasę szkoły podstawowej.

Kuzyni matki Pani Heleny, nazywali się Sawiccy, mieszkali w Białymstoku. Zapamiętała pewien szczegół z rodzinnych opowieści, jakoby jeden z Sawickich był przed wojną radnym Rady Miasta Białegostoku, zaś inny Sawicki, brat mamy – Adam – był przedwojennym aktorem, zagrał w filmie „Ułan księcia Józefa” (rok produkcji 1937, reżyseria Konrad Tom). Natomiast mąż siostry dziadka Pani Heleny był prezydentem Białegostoku – Bolesław Szymanowski. Siostrzeńcem mamy pani Heleny był Bogumił (Bogusław) Płachecki, inżynier architekt, który po wojnie projektował stolicę Algierii, Algier, i według jego projektu stolica była odbudowana. Według wspomnień Pani Heleny, wykładał też architekturę w języku francuskim na uczelni wyższej w Damaszku. Płachecki należał też do „Pingwinów” – zespołu warszawskich architektów działający w latach 1948-1952. Członkowie „Pingwinów” brali udział w odbudowie Warszawy. Wraz ze swoją żoną (rzeźbiarką, autorką witraży) mieszkali po sąsiedzku z małżeństwem: Stefanią Grodzieńską i Jerzym Jurandotem. Ich ogrody także ze sobą sąsiadowały.

Pani Helena Fajkowska z córką Ewą

Znała Alfonsa Karnego i jego siostrę, która mieszkała przy tej samej ulicy. Alfons Karny został uznanym i nagradzanym rzeźbiarzem. Dzisiaj istnieje w Białymstoku Muzeum jego imienia.

Ojciec pani Heleny był policjantem. Zmobilizowano go do wojska. Wówczas jesienią 1939 r. wrócił do domu, ale tam już rządzili sowieci. Wtedy właśnie zaczynały się prześladowania wojskowych, urzędników państwowych, sędziów i prawników, nauczycieli, kolejarzy, wyższych pracowników państwowych, fabrykantów. Pani Helena przypomina sobie żonę jednego z białostockich fabrykantów z rodziny żydowskiej, która wraz z nimi i dwójką dzieci jechała tym samym wagonem towarowym.

Zostali wówczas wywiezieni: matka Helena Słowikowska, bracia Stanisław „Stach” i Witold Słowikowscy oraz Helena Słowikowska, która miała wówczas 9 lat, i jak sama mówi z ironią – była „Bardzo dorosła, wróg sowieckiego narodu!”

Przy zabraniu rodziny obecny był dziadek, którego nie chciano wywieźć. Płakał jedynie i prosił wojskowych, aby zostawiono przynajmniej to dziecko. 9-letnia Helena bała się bardziej tego, że zostanie bez mamy niż że zostanie wywieziona razem z nią. Nie została wówczas wywieziona starsza siostra Pani Heleny, Julia Słowikowska, ponieważ nie było jej akurat w domu podczas wejścia wojskowych. Sowieci jeszcze przez ok. dwa tygodnie przychodzili do domu Słowikowskich i poszukiwali brakującej Julii. Ta tymczasem przebywała u swoich bardzo dalekich krewnych na wsi w Niemczynie (dzisiaj wieś w gm. Czarna Białostocka, woj. podlaskie). Ojciec przebywał tam aż do Wielkiej Środy w okresie Wielkiego Tygodnia, kiedy wrócił do Białegostoku – chciał koniecznie spędzić Święta z rodziną. Nie wiedział, że ją wywieziono. Tej samej nocy został aresztowany.

Portrety najbliższej rodziny Heleny Fajkowskiej

Wzięli ze sobą duży worek mąki. Początkowo chcieli wziąć tylko mały worek, jednak gdy zobaczył to sowiecki żołnierz, zapytał ich „Szto ty diełajesz? Ty durak, wsio zabiraj. Szto waźmiosz, to twajo” i wsypał im to z powrotem do dużego worka. Tylko dzięki temu rodzina miała duży zapas mąki na nadchodzący czas zesłania. Inny żołnierz zapewniał rodzinę, że nie musi zabierać niczego, ponieważ jedzie do miejsca, gdzie będzie miała wszystko zapewnione, a ponadto dzieci spotkają ojca, a żona męża. Nic takiego jednak nie miało miejsca.

Rodzinę dowieziono do węzła kolejowego w Starosielcach (dzisiaj stacja PKP Białystok Starosielce), gdzie stał podstawiony pociąg – wagon bydlęcy z wejściem pośrodku z pryczami po dwóch stronach. Wagon miał dziurę w podłodze służącą do załatwiania potrzeb fizjologicznych.

Podróż trwała: 13 kwietnia 1940 r. wyjazd z Białegostoku, w dn. 29 kwietnia 1940 r. rodzina wysiadła w Pawłodarze. Na żadnym z odcinków drogi nie poinformowano rodziny, dokąd jedzie i ile potrwa podróż. Wyższy rangą żołnierz, który był przy wyprowadzeniu Słowikowskich z domu, powiedział jedynie matce, że jadą do jej męża. Ich sąsiadka pracowała w słynnym Hotelu Ritz, gdzie sowieci urządzili swój sztab. Dzięki sąsiadce, matka Pani Heleny wiedziała, że tej nocy wojskowi przyjdą po nich w celu wywiezienia rodziny na Sybir. Gdy matka budziła starszego syna, ten spał dalej, nie wierząc, że to prawda.

Ulice Topolowa i Mazurska na planie miasta Białegostoku z 1938 r
Źródło Podlaska Biblioteka Cyfrowa

Na zesłaniu

Córka sąsiadów utrzymywała się z wróżenia.

Inna sąsiadka (nauczycielka) przywiozła ze sobą do Pawłodaru ciężką skrzynię pełną polskich książek. Pożyczała je Pani Helenie, która zapamiętała, że polubiła wówczas wiele książek Kraszewskiego. Przyjaźniła się z miejscową dziewczynką, Zoją Gromską. Jej pradziadek był polskim zesłańcem z czasów powstań w XIX w. Ojciec Zojki, choć znał już tylko język rosyjski, potrafił powiedzieć po polsku: „Mój dziadek nazywał się Andrzej Gromski”. Ojciec Zojki był głównym pasterzem odpowiadał za kilka tysięcy owiec (tzw. czaban). Zdarzało się zabić owce na mięso. Mówiono wówczas, że zjadł je wołk (wilk). W piecach znajdował się wbudowany kocioł. Szybko należało wrzucić do niego mięso. Pani Helena wspomina także o tragediach Kazachów, rdzennych mieszkańców tych terenów, którym władza sowiecka odbierała ich dobytek i największy ich skarb – owce. Niektórzy z nich, nie mogąc znieść takiej tragedii, zamykała się w swoim domu i podpalała, żeby zginąć w płomieniach razem ze swoim domem.

Kiedy wróciła z zesłania, dziadek już nie żył.

W 1944 roku jej brat Witek zachorował na tyfus, był mocno niedożywiony. Znajoma lekarka zaproponowała, że skieruje go do szpitala gruźliczego w Pawłodarze, aby został dożywiony i stan się poprawił. Rodzeństwo obawiało się, że osłabiony organizm szybko zarazi się gruźlicą od innych chorych. Lekarka uspokajała jednak, że brat trafi na taki oddział, gdzie nie będzie ryzyka zarażenia. Podczas sianokosów latem 1944 roku brat pani Heleny przebywał jeszcze w szpitalu. Trwało to już około miesiąca. Zdarzało się jej go odwiedzać. W tym celu musiała przejść pieszo ok. 20 km w jedną stronę i wrócić tego samego dnia. Podczas sianokosów brygadzista pozwalał jej opuścić nie więcej niż jeden dzień pracy, więc miała tylko jeden dzień na przejście pieszo łącznie 40 km i spędzenie chwili wspólnie z bratem. Jak wyglądała ta droga? Na stepie było całkowicie pusto, brakowało drzew, były tylko dzikie krzaki, tzw. burzany (ros. бурьян, ukr. бур’ян – chwast). Gdy szła przed siebie, rozglądała się i modliła, aby nikogo nie spotkać na swojej drodze. – Żebym ja tylko sama była na tym stepie – mówi pani Helena. Dostawała wówczas od brata kromkę chleba, czasami dwie. Chowała je. Była ciągle głodna. Po drodze zbaczała lekko z drogi, żeby zajść na grób swojej mamy.

Śmierć mamy

Mama pani Heleny zmarła w zaimprowizowanym szpitaliku ok. 5 km od fermy, na której pracowała i mieszkała pani Helena. Po wojnie nigdy nie była na grobie swojej mamy ani w Kazachstanie. Nigdy już nie odwiedziła tych miejsc, jak mówi, z dwóch powodów: nie było jej na to stać i byłoby to dla niej zbyt trudne pod względem emocjonalnym. – Podejrzewam, że tam nie ma śladu po tym grobie – mówi pani Helena. Dla uczczenia pamięci swojej mamy oraz reszty rodziny, ufundowała symboliczną tabliczkę przy kościele św. Ducha w Białymstoku, gdzie stoi pomnik Sybiraków (dokładna nazwa: Pomnik – Grób Nieznanego Sybiraka – przyp. AŁ). Pewnego dnia przyśnili się jej rodzice. Trzymali białe prześcieradło. Dzień później otrzymała list z zawiadomieniem, że tabliczka upamiętniająca jej rodzinę już jest zamontowana i można ją zobaczyć. Po tym jak tabliczka została powieszona, pani Helena miała sen, w którym przyszli jej rodzice, trzymając się za ręce. Pani Helena i jej córka Ewa opowiadają, że dzięki temu połączyła znowu rodziców i mogą być znowu razem.

Zaświadczenie do ewakuacji pani Haliny i jej brata Witka Słowikowskiego (kserokopia oryginału)

O tajemnicach

Nie dała rady mówić. Napisała wspomnienia, gdy jeszcze żył mąż. Ten pytał ją, czy aby na pewno dobrze robi, bo cały czas przy tym płacze. Pani Helena przyznaje, że musiała to z siebie wyrzucić. Wiele lat żyła z tajemnicą sybirackich losów. Wprawdzie powiedziała dzieciom, że była na zesłaniu, ale bez żadnych szczegółów, ponieważ było to dla niej zbyt trudne. – Nie dałam rady mówić na ten temat – wspomina.


Wiersz „13 kwietnia 1940 roku –dzień zesłania na Syberię”, autorka: Helena Fajkowska

Wśród nocy cichej, głębokiej
Rozległ się łomot i hałas
Stukanie do drzwi i okien
To po nas przyjechali.

Rozległy się krzyki złowrogie
Otwierać drzwi! Nie zwlekać!
I zbierać się do drogi
Bo droga przed wami daleka.

Tysiące kilometrów w wagonach bydlęcych wiezieni
Pod czujną strażą sołdatów na syberyjską ziemię.
Na stepy Kazachstanu, do katorżniczej pracy,
Do kopalń, do tajgi dalekiej zsyłani byli Polacy.

Na głód i poniewierkę za marny kawałek chleba
Za skwar letni, mroźną zimę ciężko pracować trzeba
Więc z wycieńczenia i chorób wielu z nas umierało
Na nieprzyjaznej ziemi wciąż grobów przybywało.

Dziś nie ma już pewnie śladu
Po grobach ofiar wroga
I tylko w sercach żyjących
Pamięć ich zawsze droga.

Tablica Słowikowskich w Białymstoku przy ul. Sybiraków 1


Wiersz „Drogapowrotna” – 19.02.1946, autorka: Helena Fajkowska

Nadszedł dzień powrotu do kraju
Dzień wymodlony, wytęskniony
Do wagonów nędzarze wsiadają
By wrócić w ojczyste strony.

Pociąg powoli rusza, serce radość zalewa
Stukot kół pieśń zagłusza, bo cały pociąg śpiewa.
Z tysięcy serc zebranych dziękczynna pieśń się wznosi
Z Boga miłosiernego o powrót szczęśliwy prosi.

Lecz chociaż mam uśmiech na twarzy,
To serce smutek gniecie,
Wszak na obczyźnie zostaje
Grób najdroższy na świecie.

Tysiące kilometrów
Na zawsze nas rozdzielą
A twoją mogiłę, Mamo,
Wiatry stepowe rozwieją.

A gdzie jest Twój grób, Tatusiu?
My tego nawet nie wiemy
Przepadłeś gdzieś na Syberii,
Na tej nieludzkiej ziemi.

W sercu moim na zawsze
Została krwawa rana
Bo tęsknię za wami bardzo
Tatusiu i Mamo kochana.

Pani Helena Fajkowska zdjęciem symbolicznego grobu rodziców przy Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku


Wiersz „Wspomnienia”, autorka:Helena Fajkowska

Jestem już starąkobietą
Już zmarszczkizdobią mą twarz
Lecz kiedyprzymykam oczy
Powraca dzieciństwaczas.

Domek z ogródkiem,rodzice,
siostra i bracidwóch.
Przy płocieświęcona wierzba
oraz liliowy kwiatbzu.

Mamusia miała głospiękny,
Piosenki opowiadałanam.
Tatuś opowiadałbajki,
A bajek wiele znał.

Jedna o pannie zbrodą,
Do dzisiajzapamiętałam.
Myślę, że możedlatego,
Że trochę sięjej bałam.

Był sobie piesekmały,
Gruby kundelekmops.
Gdy Stach go uczyłsłużyć,
Przewracał sięjak kloc.

Żyliśmy sobiespokojnie,
Pośród radości,trosk.
Aż nagle wybuchławojna
I zmienił sięnasz los.

Niemcy i bolszewicy
Polskę rozdarli naczęści,
A polscy patrioci
w więzieniachzostali zamknięci.

I tatuś poszedłdo łagru
I nigdy nie wróciłjuż.
A jego szczątkidoczesne
Okrył syberyjskikurz.

A my, jego żona idzieci,
Przeszliśmytułaczy szlak.
I w stepachKazachstanu
Żyliśmy sześćdługich lat.

Potem Stach poszedłdo armii
I także nie wróciłdo nas.
Chociaż żyje, niezginął,
Lecz w obcychpozostał stronach.

A na tejnieludzkiej ziemi
Ślad zostawiliśmyi my.
Grób mamy wbezkresnym stepie
I pamięć naszą iłzy.

Wróciłam zWitkiem do kraju,
Tu siostra czekałanas.
Lecz nic już niebyło jak dawniej,
Skończył siędzieciństwa czas.

Udostępnij